Znak od Boga

Kolejna rocznica beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki zachęca do spojrzenia jeszcze raz na postać tego prezbitera, który potrafił w niezwykły sposób dzielić się skarbem wyzwalającej wiary z każdym, kto miał choć trochę dobrej woli i tęsknoty za życiem w prawdzie.

Gdy przed tysiącem lat ludzie pełni miłości przynieśli na nasze ziemie światło Ewangelii, od razu „przypieczętowano” ten dar krwią męczenników. Ich symbolem była postać św. Wojciecha, biskupa, nauczyciela ładu Bożego, misjonarza. Kiedy tysiąclecie dobiegało końca, okazało się, że ów posiew potrzebował nowego „opieczętowania”. Tym razem jego znakiem był Ksiądz Jerzy. Jeden i drugi służył heroicznie temu samemu dziełu: otwieraniu serc ludzi na największe dobro, na pełnię życia, jaką ofiarowuje sam Stwórca człowieka. Obydwaj składali całopalną ofiarę swego życia dla sprawy Bożej. W św. Wojciecha ugodził szatan rękami zwolenników pogaństwa, które chciało udaremnić niesione wtedy od niedawna wyzwolenie w Chrystusie. W przypadku Księdza Jerzego faktycznie dokonało się to samo: zwolennicy neopogaństwa usiłowali w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób udaremnić nie co innego, jak tę samą posługę odnowy w Chrystusie. Skutki zamierzeń prześladowców są jednak odwrotne, bo „ze śmierci męczenników wyrasta dobro, tak jak z Krzyża zmartwychwstanie” (św. Jan Paweł II).

Trzy warunki

Czego dziś nauczałby Ksiądz Jerzy, co chciałby nam powiedzieć? –Jestem przekonany, że tak samo jak wtedy wracałby do swojego programu trzech punktów dla odnowy Ojczyzny: prawda, sumienie, ofiarna miłość. Polska sprawiedliwa i dostatnia, gdzie panuje ład Boży, jest rzeczywiście w naszym zasięgu. Ale, jak wskazywał, trzeba najpierw zdobyć się odważnie na spełnienie trzech warunków. Są nimi: wierność prawdzie, wierność sumieniu oraz ofiara miłości.

O co tu chodzi? Wierność prawdzie: Kto pragnie budować autentyczny ład, musi obrać drogę prawdy. Gdzie nie ma prawdy, tam nie ma możliwości budowania trwałego dobra. Z zakłamania i zagubienia moralnego może wyzwolić tylko prawda przyniesiona przez Chrystusa.

Wierność sumieniu: Nie da się iść drogą prawdy bez prawego sumienia. Sumienie jest nieocenionym skarbem zaszczepionym przez Stwórcę w duszy człowieka, by potrafił wybierać między dobrem a złem. W głosie prawego sumienia odbija się głos Boga. Jest ono ożywiane najbardziej przez bliskość Boga, rozlanie się darów Ducha Świętego w sercu człowieka. Od zdeprawowania sumienia zaczyna się przecież każda niegodziwość, deformacja życia, aż po kainowe zbrodnie.

Ofiara miłości: Nie wystarczy tylko przestrzeganie sprawiedliwości. Samym, nawet najlepszym prawem nie da się odnowić błądzącego człowieka. Ludzi błądzących można zdobyć tylko miłością, a miłość bardzo kosztuje. Takie jednak zwycięstwo jest trwałe: nie rani innych ani nie poniża błądzącego, ale pomaga mu wyzwolić się z ciężaru zła. Prawdziwa miłość, która ma zawsze Boże korzenie, znajdzie drogę do człowieka, bo jest drogą mądrości.

Nie sposób powiedzieć o wszystkim, co Pan Bóg podarował nam przez tego ewangelijnego „dobrego pasterza”, który stał się bratem dla cierpiących, zagubionych, poszukujących prawdy. Razem z nimi był chrześcijaninem, ale dla nich był kapłanem, który otwierał im Boże źródła mocy i dobra. Za to Go najbardziej szanowano. Dostrzegano w Nim Chrystusa miłosiernego, wrażliwego nawet na bardzo prozaiczne sprawy ludzi, zatroskanego o rodzinę, o dobro Ojczyzny, o sprawiedliwość społeczną, o piękno życia, o właściwy wymiar życia ludzkiego.

Dzieło Księdza Jerzego to całość Jego życia, nauczanie i męczeństwo, które dojrzewało przez lata. Jest w tym i wymiar społeczny, i wymiar patriotyczny, jest także związanie się z wielkim nurtem odnowy społecznej i moralnej podjętej przez głęboko wierzących ludzi spośród ruchu „Solidarności”, ale podstawowy był zawsze wymiar religijny. Jego wielkość tkwi w zdumiewającej miłości, która pozwalała Mu zmagać się ze złem poprzez dobro i nie odpłacać nienawiścią za nienawiść.

W czasach przygnębienia, zniewolenia, upokorzenia ludzi przez nędzę materialną i moralną Jego głos i obecność stawały się jakby uzdrawiającym balsamem, znakiem nadziei, że istnieje niezawodne źródło odnowy, odmiany: Chrystus i Jego Ewangelia. Kiedy władza komunistyczna niszczyła chrześcijańską kulturę w Narodzie, wolność, niezależność, On mówił odważnie o godności człowieka i podmiotowości Narodu. Gdy brutalnie tłumiono szlachetne zrywy społeczne przemocą, On nauczał, że zło można pokonać tylko miłością.

Niezwykła matka

Rozumiemy jeszcze lepiej, że mówiąc o Księdzu Jerzym, nie można pomijać osoby Jego matki, pani Marianny. To przecież ona przez cały czas niosła dalej Jego przesłanie. Ona po prostu przypominała, jak i w jakim domu „wyrastają” święci. Teraz odkrywamy bardziej czytelnie, że to przy niej przyszły Męczennik nabierał przekonania, że Bóg jest wartością absolutnie najważniejszą i dlatego On musi stanowić główny punkt odniesienia we wszystkich sprawach i że od Bożego Prawa nie wolno odstąpić nawet za cenę życia. Przy niej, na paciorkach różańca uczył się wytrwałej modlitwy; przy niej też uczył się szacunku dla drugich, ofiarnej miłości i wrażliwości na cierpienie.

W niedzielę przed beatyfikacją, 30 maja 2010 r., w swoim kościele parafialnym w Okopach ze wzruszeniem słuchała listu pasterzy Kościoła w Polsce o swoim synu, Męczenniku. Cóż mogła wtedy odczuwać ta niezwykła matka, gdy na zakończenie listu padły słowa: „Uroczystość beatyfikacji będzie przeżywać razem z nami Matka Księdza Jerzego, pani Marianna Popiełuszko, która od początku modliła się za morderców swojego syna. Pragniemy z najgłębszym szacunkiem i wdzięcznością powiedzieć w imieniu Kościoła i Polski: Mamo, ’Bóg zapłać’ za takiego Syna!, ’Bóg zapłać’ za takiego Kapłana! ’Bóg zapłać’ za Twoją wiarę!”.
Ostatnim akordem tego świadectwa był jej ubiegłoroczny pogrzeb…

Łaska uzdrowienia

Tak to już jest, że najbardziej wyczekiwaną wiadomością w informacjach o ludziach Bożych są łaski i cuda, a nie tyle to, co dla nich samych było najważniejsze. Trzeba powiedzieć, że w przypadku naszego Męczennika mieliśmy ogromnie dużo zgłoszonych łask jeszcze przed beatyfikacją, ale pozostawały one nieco na uboczu, gdyż nie było potrzeby podejmowania ich szczegółowego rozpatrzenia przed beatyfikacją. Informacje o nich zaczęły napływać dosłownie od dnia śmierci. W archiwum postulacji procesu beatyfikacyjnego przy parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu tylko do roku 2000 odnotowano oficjalnie uznanych 169 zgłoszeń łask uproszonych za wstawiennictwem Księdza Jerzego oraz 31 przypadków uzdrowień potwierdzonych dokumentacją. We Francji, w Lourdes, zgromadzono informacje o 40 przypadkach łask. Do powyższych należy jeszcze dołączyć kilkadziesiąt przedstawionych przypadków, jakie wypłynęły w trakcie zeznań procesowych. Ten fenomen trwa nieprzerwanie. A to mówi, że Ksiądz Jerzy jawi się nie tylko jako żywy wzór do naśladowania, ale jest także niezwykłym orędownikiem u Boga. Podczas gdy za życia ziemskiego stanowił mocny punkt odniesienia co do drogi chrześcijańskiej, teraz umacnia swoje świadectwo także upraszanymi licznymi łaskami.

Skoro już mówimy o łaskach, zatrzymam się przy jednej z nich, sprzed półtora roku, o której informował 19 grudnia 2013 r. katolicki dziennik „La Croix”. Otóż w szpitalu Henri Mondor w Créteil (Paryż) 14 września 2012 r. dobiegało końca życie 56-letniego mężczyzny. Lekarze wyczerpali już wszystkie możliwości, by zatrzymać złośliwy nowotwór krwi. Dla nich było oczywiste, że to już koniec. Za sugestią personelu medycznego tego dnia żona mężczyzny uzgadniała już z firmą pogrzebową sprawy organizacji pogrzebu. Poproszono jeszcze kapelana szpitala, by niezwłocznie przybył do chorego. A był to kapłan, który żywił wielki kult dla Błogosławionego. Po udzieleniu sakramentu chorych gorąco jeszcze prosił: „Jerzy, to jest twój dzień (rocznica urodzin – 14 września); uczyń coś dla tego człowieka, właśnie dziś!”. Po modlitwie i błogosławieństwie zostawił obrazek Błogosławionego na poduszce przy głowie umierającego, powierzając go opiece Męczennika. Icóż się dalej dzieje? – Umierający powrócił od razu do pełnego zdrowia! Zdumiony lekarz, który śledził na bieżąco przebieg leczenia tegoż pacjenta, miał tylko jedno stwierdzenie: „To jest coś, czego nie da się wyjaśnić z punktu widzenia medycyny!”. Inni ujmowali to krócej: „To jest cud!”.

Jednym z następstw tej relacji, określonej w „La Croix” jako „cud francuski ks. Popiełuszki”, było to, że w krótkim czasie w księgarniach Paryża wyprzedano wszystkie możliwe publikacje o Księdzu Jerzym.

Cóż może powiedzieć o tym wydarzeniu postulator sprawy kanonizacji? – Publicznie jeszcze nie może o tym za dużo mówić. Ale wolno mu wraz z innymi się cieszyć, że w perspektywie takich znaków od Boga kanonizacja Księdza Jerzego staje się coraz bardziej realna.

Autor jest postulatorem procesu kanonizacyjnego bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

W: Nasz Dziennik, piątek 6 czerwca 2014 r., autor: Ks. prof. Tomasz Kaczmarek.

Musimy upodabniać się do Księdza Jerzego

Spoglądając na niezmierzone rzesze wiernych uczestniczących w uroczystościach pogrzebowych ks. Jerzego Popiełuszki, ks. prałat Teofil Bogucki, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki, powiedział: „Wydaje mi się, że widzę przed sobą całą Polskę. Polskę prawdziwą, Polskę katolicką. Polskę, która wierzy w Boga i miłuje Chrystusa Ukrzyżowanego. Polskę, która pragnie wolności i tożsamości swojej narodowej (…). Ziemia polska otrzymała nowego bohatera narodowego i nowego męczennika. Ufamy, że z tej niewinnej kapłańskiej ofiary zrodzi się większe dobro dla Kościoła i Ojczyzny”.

Od tamtego czasu minęło blisko trzydzieści lat, a to, co do nas mówił bł. Ksiądz Jerzy, jest ciągle aktualne, tak jak aktualny jest wzór do naśladowania, który nam pozostawił. „Szatan będzie umacniał swoje królestwo na ziemi i w naszej Ojczyźnie – mówił w jednym ze swoich kazań – królestwo zakłamania, nienawiści i zastraszania, jeżeli my wszyscy nie będziemy na co dzień stawali się coraz silniejsi Bogiem i Jego łaską”, a w innym miejscu dodawał: „Tylko naród, który ma zdrowego ducha i czułe sumienie, może tworzyć śmiałą przyszłość”.

Na szczęście nie zabrakło wśród kapłanów naśladowców bł. Ksiądz Jerzego – owoców Jego życia i męczeńskiej śmierci. Dzięki nim Polska, na którą patrzył, o której mówił śp. ks. Bogucki, pozostaje wierna Bogu i niesionym przez pokolenia wartościom, choć od wielu lat jej wiara, tradycja oraz kultura są atakowane i niszczone.

Trzeba stanąć po właściwej stronie

– Dla nas, kapłanów – mówi ks. Krzysztof Ławrukajtis z parafii św. Brygidy w Gdańsku – ks. Jerzy Popiełuszko jest wzorem odwagi. W działalności duszpasterskiej, kiedy głosimy Słowo Boże, trzeba stanąć po właściwej stronie. Jest to szczególnie ważne w rzeczywistości, w jakiej przyszło nam obecnie żyć, gdy relatywizuje się wszystkie wartości. My, kapłani, widzimy, że warto Go naśladować. Nie ma owoców z naszych kapłańskich postaw, gdy chcemy się schować.

Zanim ks. Ławrukajtis przyszedł do parafii św. Brygidy, znajoma podarowała mu książeczkę z modlitwami przez wstawiennictwo bł. ks. Popiełuszki oraz relikwie trzeciego stopnia. Wtedy jeszcze nie wiedział, że Pan Bóg pośle go do świątyni, w której wołanie o wolność, godność człowieka oraz o prawdę ma tak szczególne znaczenie. Dziś w bazylice św. Brygidy razem z jej proboszczem ks. Ludwikiem Kowalskim celebruje Msze św. w intencji Ojczyzny, patronuje uroczystościom patriotycznym, modli się i upomina o pamięć tych, którzy oddali swoje życie za prawdę i wolność, przypominając wiernym, czym jest godność dziecka Bożego – godność człowieka. To z bazyliki św. Brygidy wyruszały wielotysięczne gdańskie demonstracje w obronie Telewizji Trwam, a więc w obronie prawdy i wolności.

– Ksiądz Popiełuszko był konsekwentnym apostołem prawdy – dodaje ks. Krzysztof. – Nie robił niczego wbrew Panu Bogu i stąd bierze się Jego moc. Pamiętajmy też, że wszystko, co mówił w swoich homiliach, opierał na nauczaniu Kościoła, a Jego patriotyzm wynikał nie z emocji, ale z chrześcijańskiej postawy i stawania po stronie prawdy. Żyjemy w Polsce i nie możemy od niej i od angażowania się w sprawy Ojczyzny uciekać, ale służyć jej tak jak ks. Jerzy Popiełuszko – akcentuje.

Obudził we mnie ducha patriotyzmu

– To mój ulubiony błogosławiony –tak o bł. Księdzu Jerzym mówi ks. Jarosław Piotrowski z parafii Niepokalanego Serca Maryi w Gdyni, kapelan Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej w archidiecezji gdańskiej. Ma do Niego szczególny szacunek i nabożeństwo.

Gdy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa zamordowali ks. Popiełuszkę, ks. Jarosław miał piętnaście lat. Zbieżność nazwisk z jednym z zabójców kapelana „Solidarności” powodowała w nim poczucie wstydu, a śmierć kapłana była jeszcze bardziej bolesna. Wtedy nastąpił też przełom w jego życiu.

– Obudził we mnie ducha patriotyzmu i zaangażowania się w sprawy społeczne, zacząłem uczestniczyć w Mszach św. w intencji Ojczyzny i patriotycznych manifestacjach –wyznaje.

I tej wyrosłej z ofiary Księdza Jerzego drodze wierny jest do dzisiaj. Przez ponad rok ks. Jarosław, dopóki posługiwał w Gdańsku, roztaczał swoją opiekę nad gdańską chorągwią Krucjaty Różańcowej (obecnie Msze św. Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę są odprawiane w drugą niedzielę miesiąca, o godz. 11.00, w bazylice św. Brygidy), a każde kazanie umacniało w nas ducha prawdy i budziło przekonanie, jak bardzo potrzeba naszego zaangażowania w sprawy Ojczyzny oraz modlitwy za nią. Na prośbę przyjaciół Anny Walentynowicz ks. Jarosław od czterech lat, dwa razy w roku, prowadzi modlitwę w intencji poległych w katastrofie smoleńskiej. Na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku na modlitewnym apelu pamięci gromadzi się kilkadziesiąt osób, ale ks. Jarosława nigdy nie zabrakło.

– Bardzo ważne w postawie Księdza Jerzego – mówi ks. Piotrowski – jest dla mnie to, że On zawsze był z najsłabszymi. A dzisiejsze czasy są takie, że duchowny powinien pamiętać o najsłabszych, czyli tych, którzy nie mogą się upomnieć o swoje. Władze najbardziej bały się nie tego, że mówił On o sprawach politycznych, krytykował władzę, ale tego, że mówił prawdę. My też musimy się o nią dopominać, bo Ksiądz Jerzy zawsze nas do tego wzywał.

Ksiądz Jarosław podkreśla, że ważna jest dla niego odwaga Błogosławionego Kapłana, Jego bezkompromisowość w głoszeniu Ewangelii.

– On nam wskazuje, że nigdy nikt z nas, kapłanów, nie powinien, w żadnej sytuacji podejmować współpracy ze złem, czyli nie patrzeć na to, że prawda może kogoś zaboleć, prawda nas może tylko i wyłącznie wyzwolić – zaznacza kapłan.

Dodaje, że nauczanie bł. Księdza Jerzego było ponadczasowe. Mówił o tym, co widzimy w dzisiejszej Polsce i w ludzkich postawach: kłamstwo, koniunkturalizm, sprzedawanie swojej godności za stanowisko, za pracę – to wszystko jest dziś aktualne.

Ksiądz Jarosław przytacza też słowa bł. Księdza Jerzego, który upominał nas na Mszy św. za Ojczyznę w październiku 1982r., że w niewolę popadamy, gdy poddajemy się panowaniu kłamstwa, nie demaskujemy go, nie protestujemy przeciwko niemu. A innym razem przypominał, że zachować godność człowieka, to żyć w prawdzie, bez zakłamania, że „chrześcijaninowi nie może wystarczać tylko potępienie zła, tchórzostwa, zniewalania, nienawiści, przemocy”.

– Chrześcijanin musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, wolności i miłości. O te wartości musi się odważnie upominać dla siebie i innych – podkreśla.

W tym wzorze życia nie ma nic z brylowania

Ojciec Marek Kiedrowicz, franciszkanin, gdy dowiedział się, że ulicami Gdańska przejdzie ekspiacyjny marsz pokutny w związku ze zbezczeszczeniem Jasnogórskiej Ikony Matki Bożej, przyjechał z grupą parafian aż z Lęborka, pomimo zimna i deszczu ze śniegiem. Szedł wraz z ks. Krzysztofem Ławrukajtisem pod gdańskie Krzyże, miejsce męczeńskiej śmierci stoczniowców, ale też zwycięstwa, które w sierpniu 1980 r. zostało zawierzone Bogu. Na jego kapłańskiej drodze Ksiądz Jerzy jest „wzorem nie tylko na dziś, ale na zawsze”.

– Ksiądz Jerzy może pomóc wszystkim, którzy boją się złożenia ofiary, którzy nie umieją odkryć w sobie łaski powołania do składania ofiary ze swego codziennego życia. Mistrz poprowadził Go do Nieba przez ofiarę krwi, ale ta ofiara jest jedynie pieczęcią, którą złożył pod wszystkimi „szarymi” doświadczeniami codzienności; do niej dojrzewał w pokorze i posłuszeństwie –dzieli się ks. Marek. – Te dwie cnoty wydają się dla mnie kluczem do poznania Księdza Jerzego. Kapłana Męczennika ofiarowującego swoje codzienne dylematy, niepewności, pytania bez dobrej odpowiedzi, wybory bez potwierdzenia słuszności, jednym słowem: wszystko. Wszystko ofiarować Jezusowi, mając świadomość, jak niewiele to znaczy w rachubach „tego świata”. To jest prawdziwa wiara! – dodaje.

Franciszkanin podkreśla, że w tym wzorze życia błogosławionego nie ma nic z tak modnego dziś brylowania na salonach i gwiazdorzenia przed obiektywami kamer. Ale jest pokora i posłuszeństwo, jest „słabość” miłosierdzia i „głupota” dobra, które ma dać zwycięstwo nad siłą zła. Jak trudno na co dzień naśladować ten wzór…

Ojciec Kiedrowicz jest kapelanem Rajdu Katyńskiego i od kilku lat na motorze wraz z rajdem przemierza bezdroża Białorusi, Rosji i Ukrainy, niosąc mieszkańcom tamtych ziem prawdę o Polsce i jej historii, a przede wszystkim o Bogu. Przywozi wraz z innymi uczestnikami rajdu prawdę, na którą od lat czekają mieszkający na dawnych Kresach Rzeczypospolitej Polacy.

– Wydaje się, że miłość Ojczyzny, miłość Narodu – ludu udręczonego, słabego i bezbronnego wobec potęgi systemu bezbożnego komunizmu, można uznać za najbardziej charakterystyczny rys duchowości Księdza Jerzego. To jednak nic innego, jak realizacja przykazania, które Pan zostawił nam, nazywając je „nowym”, nic odkrywczego. A jednak ta miłość sprawiła, że moc okazała się w słabości maltretowanego bestialsko kruchego ciała, a potęga systemu rozpadła się na naszych oczach. Szkoda tylko, że egoizm wielu zniweczył w dużej mierze to cudowne zwycięstwo miłości; choć przecież niezbadane są wyroki Boskie. My musimy upodabniać się do Księdza Jerzego, musimy odkrywać Go jako wzór – szczególnie my, kapłani. No i mamy orędownika – Księże Jerzy, wstawiaj się za nami! – mówi.

Mija czwarta rocznica beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki, Błogosławionego, o którym wielu z nas może powiedzieć, że widziało Go na własne oczy, słuchało Jego słów, brało sobie do serca Jego nauki. Niezwykle głęboko przeżywaliśmy Jego porwanie i męczeńską śmierć, była ona dla nas jedną ze stacji naszej narodowej drogi krzyżowej.

W: Nasz Dziennik, 6 czerwca 2014 r., autor: Anna Kołakowska.

Bronił naszej wolności

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. beatyfikacyjnej legat papieski ks. kard. Angelo Amato, charakteryzując istotę czynu Księdza Jerzego, powiedział: „Ksiądz Popiełuszko był po prostu wiernym katolickim kapłanem, który bronił swojej godności jako sługi Chrystusa i Kościoła oraz wolności tych, którzy byli podobnie jak on ciemiężeni i upokorzeni… Przy pomocy jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana”.

Te słowa są bardzo ważne. Wskazują na uniwersalizm świadectwa błogosławionego kapłana. Trzeba bowiem mieć świadomość, że do aktu beatyfikacji i kanonizacji męczennika konieczne jest ukazanie związku jego śmierci z prawdą Ewangelii. Dlatego nie każdy, nawet wielki patriota, który zginął w obronie Ojczyzny, może być ogłoszony męczennikiem Kościoła.

A zatem w czym wyraża się uniwersalizm postawy i męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki? Co jest w nich ponadczasowego i zawsze aktualnego, a równocześnie specyficznego, wartego pokazania współczesnemu człowiekowi jako przykład? Myślę, że tym przesłaniem jest obrona wolności sumienia człowieka. Błogosławiony ks. Popiełuszko stanął na straży wolności ludzkich sumień. Jednocześnie był tych sumień budzicielem. To dlatego ludzie przychodzili Go słuchać, chociaż mówił im rzeczy wymagające, trudne do realizacji w rzeczywistości totalitarnego państwa. Jego kazania miały jednak też moc wyzwalającą. Wyzwalały wewnętrznie, dodawały odwagi, budziły nadzieję. Ksiądz Jerzy wyrywał ludzi systemowi i przywracał ich samym sobie, pozwalając zwyciężać godności, która jest w każdym. To była wielka praca na rzecz wolności. Dlatego służalcy, a zarazem ofiary ideologicznego zniewolenia, nienawidzili Go i w końcu zamordowali.

Na straży godności

Ktoś może powiedzieć, że to historia. Dzisiaj żyjemy w wolnym kraju wolnych ludzi. Jednak zagrożenia dla wolności sumienia nadal istnieją. Dzisiaj też lekarze i pielęgniarki muszą bronić wolności sumienia, które nie pozwala im zabijać nienarodzonych. Współcześni nauczyciele muszą bronić wolności sumienia, które nakazuje im nauczać i wychowywać młode pokolenie zgodnie z najgłębszą prawdą o człowieku. Dziennikarze muszą bronić wolności sumienia i słowa, żeby nie ulegać politycznej poprawności. Rodzice muszą bronić wolności sumienia i prawa do edukacji własnych dzieci w zgodzie z ich przekonaniami, a nie według ideologicznie zaprojektowanych programów wychowania, a raczej demoralizacji.

Uniwersalizm męczeństwa ks. Popiełuszki, oprócz indywidualnego wymiaru obrony wolności ludzkiego sumienia, ma jeszcze wymiar społeczny. Jego postawa jest wyzwaniem rzuconym pewnej wizji państwa i porządku społecznego. Błogosławiony Ksiądz Jerzy nie był buntownikiem, anarchistą czy rewolucjonistą. Nie negował konieczności istnienia władzy, prawa i porządku społecznego. Nie chciał walczyć i nie walczył z instytucjami państwa ani z ludźmi władzy, chociaż oni go prześladowali. Wręcz przeciwnie, funkcjonariuszom, którzy Go inwigilowali, okazywał wyrozumiałość i ludzką dobroć. Ale tak naprawdę chodziło o coś więcej. Chodziło o przekonanie, że państwo ma obowiązek respektowania porządku moralnego, a prawo stanowione nie może sprzeciwiać się prawu Bożemu. Błogosławiony Ksiądz Jerzy głosił: „Chcemy, by państwo zrozumiało, że może być silne tylko wraz ze społeczeństwem. A do tego prowadzi droga przez poszanowanie człowieka, jego sumienia i przekonań”, oraz: „Ustawy państwowe, także dotyczące wychowania, nie mogą być przeciwne prawu Bożemu, bo wtedy nie obowiązują w sumieniu. A dążeniem do zniewolenia człowieka jest narzucanie mu światopoglądu, odbieranie wolności wierzenia i umiłowania Boga, laicystyczne obdzieranie go z wszelkich pragnień i aspiracji religijnych”.

Przez swoją wierność nauce Kościoła bł. ks. Popiełuszko dołączył do znakomitego grona obrońców ładu moralnego w wymiarze społecznym. Historia Kościoła w Polsce zna wielu takich obrońców, począwszy od św. Stanisława, biskupa krakowskiego, który miał odwagę napomnieć króla, przez Prymasa Wyszyńskiego, który miał odwagę powiedzieć komunistycznym władzom: „Non possumus” – nie możemy na ołtarzu cezara składać tego, co Boże, aż po ks. Popiełuszkę, który bronił ludzkich sumień przed zniewoleniem.

Nowe zagrożenia

Tak było w historii. A jak jest dzisiaj? Pod względem formalnym wszystko wydaje się być w porządku. Mamy zagwarantowaną w Konstytucji wolność sumienia i wyznania oraz wpisaną zasadę współpracy pomiędzy państwem a Kościołem dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Istnieje konkordat, który reguluje w cywilizowany sposób stosunki instytucjonalne i chroni prawa katolików. A jednak współczesne państwo polskie nie jest wolne od tych samych zagrożeń, które od zawsze wywoływały reakcję ze strony świętych. Źródłem tych zagrożeń są ideologie, które negują porządek moralny.

Papież Benedykt XVI nazwał to zjawisko dyktaturą relatywizmu moralnego. Polega ona na odrzuceniu i nieuznawaniu niezmiennych norm prawa naturalnego i regulowaniu całego życia społecznego wyłącznie w oparciu o prawo stanowione, które ma być emanacją jedynie woli politycznej. Ta zaś sama w sobie może się przecież zmieniać w zależności od różnych czynników. Prowadzi to do ukształtowania się takiego porządku społeczno-politycznego, w którym jedyną zasadą jest brak zasad lub ich nieustanna zmienność. W takich warunkach prawo przestaje być wyrazem naturalnej moralności, a staje się narzędziem w ręku grup dysponujących finansami, mediami i ostatecznie wpływami politycznymi. To o takim państwie Benedykt XVI powiedział, przywołując św. Augustyna, że przypomina bardziej dobrze zorganizowaną bandę zbójców niż instytucję mającą służyć społeczeństwu i człowiekowi.